czwartek, 14 czerwca 2012

Like it?

Hmm...nawet nie wiem od czego mam zacząć, po tak długiej przerwie.
A przyznam, że ostatnio wiele się działo. Moją nieobecność mogę usprawiedliwić jedynie długim
procesem twórczym:) W ciągu ostatnich kilku dni powstały 4 chyba "dzieła". I przyznam szczerze jestem z siebie dumna! Szkoda tylko, że powstały one w obliczu smutku i rozpaczy... Tak, tylko ja potrafię budować małe szczęście na własnym dużym nieszczęściu. Czasami zastanawiam się, co ze mną jest nie tak?
Bo mam wrażenie, że już dawno przekroczyłam granicę "normalności'. A co właściwie w tym szalonym
świecie jest normalne? Nic. I tak naprawdę już od dawna nie ma czegoś takiego jak: "granica" czy "norma".
Świat stanął na głowie a wraz z nim i ludzie. Więc, codziennie zadaję sobie pytanie: czy są rzeczy niemożliwe? I niestety nie potrafię na nie odpowiedzieć. Siedzę teraz na łóżku, trzymam w dłoni kubek malinowej herbaty i wylewam tutaj swoje żale...ale uwierzcie to pomaga. Kiedyś zupełnie inaczej pozbywałam się negatywnych emocji. Na szczęście tamte sposoby to już przeszłość, bo raczej nie można było zaliczyć je do uznawanych w środowisku. A co do dnia dzisiejszego...postawiłam wszystko na jedną
kartę! WSZYSTKO ALBO NIC...zobaczymy jak wiele stracę i jak bardzo zaboli? Chociaż gdzieś na dnie
mojej zaśmieconej grzechami duszy ukrywa się nadzieja. Błagam, niech stanie się cokolwiek...tylko
nie chcę później żałować. Nie chcę płakać, nie spać, być nieobecna duchem i myślami.
Proszę tylko o jedno...o sprawiedliwość!

wtorek, 5 czerwca 2012

niedziela, 3 czerwca 2012

On the way to....Hell?

Czy możemy intuicyjnie przewidzieć zakończenie np. znajomości? 
Albo przykładowo wbić sobie do głowy, że w tym przypadku nie będzie "szczęśliwego zakończenia"? 
Pesymistyczne myśli, zdecydowanie mają wady i zalety. Zalety? Może zabrzmi to dziwnie, ale spójrzcie na to 
z innej strony...pesymizm w pewnym sensie jest naszym obrońcą, tarczą. Dosyć skutecznie chroni nas
przed rozczarowaniem, a nawet jeśli...to dzięki takiemu nastawieniu nie odczujemy tak dotkliwie niepowodzenia. Niestety, pesymizm bardzo szybko staje się naszym sposobem patrzenia na świat. Więc, śmiało mogę powiedzieć, że wady "zjawiska pesymizmu" są kolosalne. Najgorzej jest wtedy, gdy z góry oczekujemy na porażkę...a ta nie nadchodzi. Żeby było lepiej, nagle okazuje się, że niepotrzebnie straciliśmy wiarę i nadzieję, która tliła się w nas jak żar ogniska. No i co dalej? Z doświadczenia wiem, że nie jest łatwo ponownie uwierzyć w coś, co z punktu widzenia rozsądku jest prawie niemożliwe. Przełomem w moim pesymistycznym podejściu do życia stała się ŚRODA (30.05.2012r)! Był to dla mnie niesamowity
dzień...i chyba zapamiętam go do końca życia! Tego dnia stało się coś, czego absolutnie się nie spodziewałam!
Jedna godzina zrobiła mi taki zamęt i bałagan w głowie, że do dziś nie mogę tego sobie poukładać. 
Przy okazji wreszcie przejrzałam na oczy...i dopiero teraz widzę, że osoba, która była dla mnie ważna
wcale nie jest taka dobra i porządna. Bo chyba (dojrzali!) i odpowiedzialni mężczyźni, potrafią wyznaczyć 
granicę między pracą a osobistymi upodobaniami. A tak poza tym...co to za facet, który lubi patrzeć jak
kobieta płacze? Nie potrafię tego zrozumieć... Nawet nie wyobrażacie sobie jak się wtedy czułam.
Siedziałam w tym cholernym pomieszczeniu (całe 45 minut!!!) i modliłam się, żeby wreszcie wyjść i 
najlepiej zapaść się pod ziemie. To naprawdę niesamowite...jednocześnie czułam się upokorzona i 
dziwnie zadowolona! Czy to w ogóle normalne? Po wyjściu z tego "piekła" pierwszą myślą jaka
przyszła mi do głowy było: Chciałaś żeby zwrócił na ciebie uwagę? To masz co chciałaś!
Byłam tak rozchwiana, że nie wiedziałam co mówić, co robić. Nawet nie mogłam pisać...wszystko
nagle zaczęło mnie drażnić, z otoczeniem włącznie. Ale nie mogę powiedzieć, że nie usłyszałam nic miłego.
Bo właśnie ku mojej rozpaczy mój "wróg" powiedział mi, hmmm....komplement?
Kolejne dwie godziny siedziałam, zirytowana a z drugiej strony cieszyłam się jak idiotka!
Ciekawe z czego? Z tego, że pokazał mi kto tu rządzi? 
Tym razem był zupełnie inny....to było do
niego cholernie niepodobne. 
Ale kto wie...może jeszcze nie raz mnie zaskoczy???

sobota, 2 czerwca 2012

Cause why would I stop the fire, that keeps me going on?

" Irytująca gra"


Świadomie, czy też nie -
uwodzisz mnie.                                                 
Wzrokiem rozbudzasz 
fantazję moją.
Chcesz abym była
zabawką twoją?
Zbuntowaną lalką
z niebieskimi oczami.
Z różowymi od
złości policzkami?
Jestem słodka, urocza
gdy dumą się unoszę?
Gdy gniewem o twoją
uwagę proszę?
Czy to takie zabawne,
kiedy miłych słów
od ciebie pragnę?
Zaskoczyłeś mnie,
dziwnym brakiem
kontroli słów.
O tak! Chcę tego znów!
Choć się złoszczę,
jestem uspokojona.
Gdy siedzę na krześle
w ciebie wpatrzona.
Lubię taką słowną grę,
lecz gdy wypowiadasz
zawsze ostatnie słowa.
Czuję się naiwna, zraniona!
Więc zaczynam od nowa
irytującą grę?
Które z nas powiedzieć
coś więcej - boi się???