Przestałam pisać, ale wracam.
Stwierdziłam ostatnio, że chyba warto wrócić do pisania
chociażby dlatego, że to mnie uspokaja:)
Od ostatniego wpisu minęło już sporo czasu.
Nie wiem, czy uda mi się napisać coś sensownego, ale spróbuję.
Znacie taki stan, kiedy ogarnia was euforia nie do opisania?
Ręce wam drżą, serce bije jak szalone, oczy nienaturalnie błyszczą. Myślę, że już wiecie co mam na myśli a jeśli nie, to posłuchajcie.Co sprawia, że po czterdziestu pięciu minutach macie ochotę z radości zatańczyć albo upić się do nieprzytomności?
W przypadku kobiet - mężczyzna. W przypadku mężczyzn - kobieta. A w moim? No... to może jednak przemilczę.Wczoraj dotarło do mnie,
że przez ostatnie kilka miesięcy dążyłam do realizacji dziwnej fantazji. Niby taka banalna, nieco oklepana, ale to zawsze fantazja!;) Z czym wam się kojarzy: tablica, szkolna ławka i sala? Mi z niesłychaną...przyjemnością. A dlaczego? Domyślcie się. ----ciąg dalszy nastąpi;p
Be yourself no matter what they say...
piątek, 23 listopada 2012
poniedziałek, 2 lipca 2012
I'll be what you need...
I znowu ta cholerna przerwa!
Od trzech tyg. mam dosłownie zawrót głowy i piekło...i wcale nie żartuję:/ Wiecie jak to jest kiedy musicie być w pięciu miejscach jednocześnie? Chciałabym choć przez chwilę być niewidzialna, uciec od ludzi...
a może nawet gdzieś wyjechać (sama)? Zbliżają się moje urodziny, a ja wcale się nie cieszę:(
Bo to dla mnie smutny dzień... chciałabym spędzić urodziny z ludźmi, których bardzo kocham i potrzebuję. Niestety ci, albo odeszli już z tego świata albo są poza zasięgiem (moim). Ostatecznie chyba
pójdę w miasto i spędzę ten dzień w samotności...
Jeden znikł na 2 miesiące, drugi natomiast pojawił się ostatnio i zrobił sobie ze mnie własność, lalkę.
I jak tutaj mam normalnie żyć, jeśli jestem na każde jego zawołanie. Inaczej się nie da...
Tak bardzo go nienawidzę, że moja obecność jest w pewnym sensie dla niego lekarstwem.
Chcę mu pomóc, chociaż sama potrzebuję pomocy. Jeszcze kilka tyg. a później wszystko wróci do normy:)
DAM RADĘ! JESTEM SILNA! NIE PODDAM SIĘ, TO JA MAM NAD NIM WŁADZĘ!
Od trzech tyg. mam dosłownie zawrót głowy i piekło...i wcale nie żartuję:/ Wiecie jak to jest kiedy musicie być w pięciu miejscach jednocześnie? Chciałabym choć przez chwilę być niewidzialna, uciec od ludzi...
a może nawet gdzieś wyjechać (sama)? Zbliżają się moje urodziny, a ja wcale się nie cieszę:(
Bo to dla mnie smutny dzień... chciałabym spędzić urodziny z ludźmi, których bardzo kocham i potrzebuję. Niestety ci, albo odeszli już z tego świata albo są poza zasięgiem (moim). Ostatecznie chyba
pójdę w miasto i spędzę ten dzień w samotności...
Jeden znikł na 2 miesiące, drugi natomiast pojawił się ostatnio i zrobił sobie ze mnie własność, lalkę.
I jak tutaj mam normalnie żyć, jeśli jestem na każde jego zawołanie. Inaczej się nie da...
Tak bardzo go nienawidzę, że moja obecność jest w pewnym sensie dla niego lekarstwem.
Chcę mu pomóc, chociaż sama potrzebuję pomocy. Jeszcze kilka tyg. a później wszystko wróci do normy:)
DAM RADĘ! JESTEM SILNA! NIE PODDAM SIĘ, TO JA MAM NAD NIM WŁADZĘ!
czwartek, 14 czerwca 2012
Like it?
Hmm...nawet nie wiem od czego mam zacząć, po tak długiej przerwie.
A przyznam, że ostatnio wiele się działo. Moją nieobecność mogę usprawiedliwić jedynie długim
procesem twórczym:) W ciągu ostatnich kilku dni powstały 4 chyba "dzieła". I przyznam szczerze jestem z siebie dumna! Szkoda tylko, że powstały one w obliczu smutku i rozpaczy... Tak, tylko ja potrafię budować małe szczęście na własnym dużym nieszczęściu. Czasami zastanawiam się, co ze mną jest nie tak?
Bo mam wrażenie, że już dawno przekroczyłam granicę "normalności'. A co właściwie w tym szalonym
świecie jest normalne? Nic. I tak naprawdę już od dawna nie ma czegoś takiego jak: "granica" czy "norma".
Świat stanął na głowie a wraz z nim i ludzie. Więc, codziennie zadaję sobie pytanie: czy są rzeczy niemożliwe? I niestety nie potrafię na nie odpowiedzieć. Siedzę teraz na łóżku, trzymam w dłoni kubek malinowej herbaty i wylewam tutaj swoje żale...ale uwierzcie to pomaga. Kiedyś zupełnie inaczej pozbywałam się negatywnych emocji. Na szczęście tamte sposoby to już przeszłość, bo raczej nie można było zaliczyć je do uznawanych w środowisku. A co do dnia dzisiejszego...postawiłam wszystko na jedną
kartę! WSZYSTKO ALBO NIC...zobaczymy jak wiele stracę i jak bardzo zaboli? Chociaż gdzieś na dnie
mojej zaśmieconej grzechami duszy ukrywa się nadzieja. Błagam, niech stanie się cokolwiek...tylko
nie chcę później żałować. Nie chcę płakać, nie spać, być nieobecna duchem i myślami.
Proszę tylko o jedno...o sprawiedliwość!
A przyznam, że ostatnio wiele się działo. Moją nieobecność mogę usprawiedliwić jedynie długim
procesem twórczym:) W ciągu ostatnich kilku dni powstały 4 chyba "dzieła". I przyznam szczerze jestem z siebie dumna! Szkoda tylko, że powstały one w obliczu smutku i rozpaczy... Tak, tylko ja potrafię budować małe szczęście na własnym dużym nieszczęściu. Czasami zastanawiam się, co ze mną jest nie tak?
Bo mam wrażenie, że już dawno przekroczyłam granicę "normalności'. A co właściwie w tym szalonym
świecie jest normalne? Nic. I tak naprawdę już od dawna nie ma czegoś takiego jak: "granica" czy "norma".
Świat stanął na głowie a wraz z nim i ludzie. Więc, codziennie zadaję sobie pytanie: czy są rzeczy niemożliwe? I niestety nie potrafię na nie odpowiedzieć. Siedzę teraz na łóżku, trzymam w dłoni kubek malinowej herbaty i wylewam tutaj swoje żale...ale uwierzcie to pomaga. Kiedyś zupełnie inaczej pozbywałam się negatywnych emocji. Na szczęście tamte sposoby to już przeszłość, bo raczej nie można było zaliczyć je do uznawanych w środowisku. A co do dnia dzisiejszego...postawiłam wszystko na jedną
kartę! WSZYSTKO ALBO NIC...zobaczymy jak wiele stracę i jak bardzo zaboli? Chociaż gdzieś na dnie
mojej zaśmieconej grzechami duszy ukrywa się nadzieja. Błagam, niech stanie się cokolwiek...tylko
nie chcę później żałować. Nie chcę płakać, nie spać, być nieobecna duchem i myślami.
Proszę tylko o jedno...o sprawiedliwość!
wtorek, 5 czerwca 2012
niedziela, 3 czerwca 2012
On the way to....Hell?
Czy możemy intuicyjnie przewidzieć zakończenie np. znajomości?
Albo przykładowo wbić sobie do głowy, że w tym przypadku nie będzie "szczęśliwego zakończenia"?
Pesymistyczne myśli, zdecydowanie mają wady i zalety. Zalety? Może zabrzmi to dziwnie, ale spójrzcie na to
z innej strony...pesymizm w pewnym sensie jest naszym obrońcą, tarczą. Dosyć skutecznie chroni nas
przed rozczarowaniem, a nawet jeśli...to dzięki takiemu nastawieniu nie odczujemy tak dotkliwie niepowodzenia. Niestety, pesymizm bardzo szybko staje się naszym sposobem patrzenia na świat. Więc, śmiało mogę powiedzieć, że wady "zjawiska pesymizmu" są kolosalne. Najgorzej jest wtedy, gdy z góry oczekujemy na porażkę...a ta nie nadchodzi. Żeby było lepiej, nagle okazuje się, że niepotrzebnie straciliśmy wiarę i nadzieję, która tliła się w nas jak żar ogniska. No i co dalej? Z doświadczenia wiem, że nie jest łatwo ponownie uwierzyć w coś, co z punktu widzenia rozsądku jest prawie niemożliwe. Przełomem w moim pesymistycznym podejściu do życia stała się ŚRODA (30.05.2012r)! Był to dla mnie niesamowity
dzień...i chyba zapamiętam go do końca życia! Tego dnia stało się coś, czego absolutnie się nie spodziewałam!
Jedna godzina zrobiła mi taki zamęt i bałagan w głowie, że do dziś nie mogę tego sobie poukładać.
Przy okazji wreszcie przejrzałam na oczy...i dopiero teraz widzę, że osoba, która była dla mnie ważna
wcale nie jest taka dobra i porządna. Bo chyba (dojrzali!) i odpowiedzialni mężczyźni, potrafią wyznaczyć
granicę między pracą a osobistymi upodobaniami. A tak poza tym...co to za facet, który lubi patrzeć jak
kobieta płacze? Nie potrafię tego zrozumieć... Nawet nie wyobrażacie sobie jak się wtedy czułam.
Siedziałam w tym cholernym pomieszczeniu (całe 45 minut!!!) i modliłam się, żeby wreszcie wyjść i
najlepiej zapaść się pod ziemie. To naprawdę niesamowite...jednocześnie czułam się upokorzona i
dziwnie zadowolona! Czy to w ogóle normalne? Po wyjściu z tego "piekła" pierwszą myślą jaka
przyszła mi do głowy było: Chciałaś żeby zwrócił na ciebie uwagę? To masz co chciałaś!
Byłam tak rozchwiana, że nie wiedziałam co mówić, co robić. Nawet nie mogłam pisać...wszystko
nagle zaczęło mnie drażnić, z otoczeniem włącznie. Ale nie mogę powiedzieć, że nie usłyszałam nic miłego.
Bo właśnie ku mojej rozpaczy mój "wróg" powiedział mi, hmmm....komplement?
Kolejne dwie godziny siedziałam, zirytowana a z drugiej strony cieszyłam się jak idiotka!
Ciekawe z czego? Z tego, że pokazał mi kto tu rządzi?
Tym razem był zupełnie inny....to było do
niego cholernie niepodobne.
Ale kto wie...może jeszcze nie raz mnie zaskoczy???
sobota, 2 czerwca 2012
Cause why would I stop the fire, that keeps me going on?
" Irytująca gra"
Świadomie, czy też nie -
uwodzisz mnie.
Wzrokiem rozbudzasz
fantazję moją.
Chcesz abym była
zabawką twoją?
Zbuntowaną lalką
z niebieskimi oczami.
Z różowymi od
złości policzkami?
Jestem słodka, urocza
gdy dumą się unoszę?
Gdy gniewem o twoją
uwagę proszę?
Czy to takie zabawne,
kiedy miłych słów
od ciebie pragnę?
Zaskoczyłeś mnie,
dziwnym brakiem
kontroli słów.
O tak! Chcę tego znów!
Choć się złoszczę,
jestem uspokojona.
Gdy siedzę na krześle
w ciebie wpatrzona.
Lubię taką słowną grę,
lecz gdy wypowiadasz
zawsze ostatnie słowa.
Czuję się naiwna, zraniona!
Więc zaczynam od nowa
irytującą grę?
Które z nas powiedzieć
coś więcej - boi się???
Świadomie, czy też nie -
uwodzisz mnie.
Wzrokiem rozbudzasz
fantazję moją.
Chcesz abym była
zabawką twoją?
Zbuntowaną lalką
z niebieskimi oczami.
Z różowymi od
złości policzkami?
Jestem słodka, urocza
gdy dumą się unoszę?
Gdy gniewem o twoją
uwagę proszę?
Czy to takie zabawne,
kiedy miłych słów
od ciebie pragnę?
Zaskoczyłeś mnie,
dziwnym brakiem
kontroli słów.
O tak! Chcę tego znów!
Choć się złoszczę,
jestem uspokojona.
Gdy siedzę na krześle
w ciebie wpatrzona.
Lubię taką słowną grę,
lecz gdy wypowiadasz
zawsze ostatnie słowa.
Czuję się naiwna, zraniona!
Więc zaczynam od nowa
irytującą grę?
Które z nas powiedzieć
coś więcej - boi się???
czwartek, 31 maja 2012
Are you happy now?
Przepis na szczęście:
- 3 kawałki akceptacji
- szczypta miłości
- 2 łyżki radości
- przyprawa "rodzina"
- plasterek poczucia bezpieczeństwa
- szczypta przyjaźni
- 1 duża łyżka zdrowia
- pół łyżeczki pieniędzy
- pół szklanki namiętności
- 2 torebki sukcesu
Wszystko wrzucamy do miski "życia", mieszamy dokładnie i...gotowe!
Smacznego!:)
Niby przepis na szczęście jest taki prosty, a jednak my...ludzie nie potrafimy zrealizować tego
przepisu nawet w połowie. A dlaczego tak jest? To bardzo proste...kiedy przywiązujemy dużą wagę do
jednego składnika, nie zauważamy pozostałych. I chyba tak samo jest z problemami...skupiając się na jednym,
zapominamy o innych. Czy w takim razie ludzie są szczęśliwi? Nie, bo nie można mieć wszystkiego.
Tak już jest, że nigdy nie zyskamy czegoś bez poświęcenia. A tak osobiście.. jak na razie udało mi się zdobyć 4 składniki: radość, namiętność, przyjaźń i sukces;) Zawsze to coś, prawda?
* Chcę usłyszeć z twych ust...prawdę o tym, co z nami się dzieje.
Powiedz mi, dlaczego tak emocjonalnie się chwieję?!
- 3 kawałki akceptacji
- szczypta miłości
- 2 łyżki radości
- przyprawa "rodzina"
- plasterek poczucia bezpieczeństwa
- szczypta przyjaźni
- 1 duża łyżka zdrowia
- pół łyżeczki pieniędzy
- pół szklanki namiętności
- 2 torebki sukcesu
Wszystko wrzucamy do miski "życia", mieszamy dokładnie i...gotowe!
Smacznego!:)
Niby przepis na szczęście jest taki prosty, a jednak my...ludzie nie potrafimy zrealizować tego
przepisu nawet w połowie. A dlaczego tak jest? To bardzo proste...kiedy przywiązujemy dużą wagę do
jednego składnika, nie zauważamy pozostałych. I chyba tak samo jest z problemami...skupiając się na jednym,
zapominamy o innych. Czy w takim razie ludzie są szczęśliwi? Nie, bo nie można mieć wszystkiego.
Tak już jest, że nigdy nie zyskamy czegoś bez poświęcenia. A tak osobiście.. jak na razie udało mi się zdobyć 4 składniki: radość, namiętność, przyjaźń i sukces;) Zawsze to coś, prawda?
* Chcę usłyszeć z twych ust...prawdę o tym, co z nami się dzieje.
Powiedz mi, dlaczego tak emocjonalnie się chwieję?!
wtorek, 29 maja 2012
Why are we afraid to be in love? To be loved?
Strach przed miłością - prawda czy fałsz?
No właśnie...czy człowiek powinien bać się miłości, zakochania? A czego tak naprawdę się boimy?
Moim zdaniem pod maską strachu przed miłością kryje się zupełnie inny "strach". Chyba jednym z powodów ucieczki przed zaangażowaniem jest lęk przed odrzuceniem. Bo jeśli, raz nas to spotkało wmawiamy sobie, że będzie tak zawsze. Ale czy słusznie? Dlaczego wpychamy wszystkich ludzi do jednej szuflady - pt.: "zło"?
Nie ma ludzi identycznych, każdy jest inny na swój sposób...przekonałam się o tym na własnej skórze.
Powiedzcie mi, jaki sens mają związki oparte głównie na "relacji fizycznej"? Takie pary są ze sobą, przede wszystkim dla korzyści albo wygody...bo tak jest łatwiej. Rzeczywiście! Zaangażowanie emocjonalne to tak duży wysiłek, że zwyczajnie omijamy uczucia szerokim łukiem. A raczej staramy się, żeby nie spotkała nas żadna przykrość czy rozczarowanie. Absolutnie nie powiem, że to faceci są samolubnymi egoistami...bo kobiety w tej kwestii wcale nie są w tyle. Różni nas jedno- faceci są tchórzami! Bo żeby być mężczyzną nie wystarczy nim po prostu być...trzeba czegoś więcej. Otwarcie powiem- "prawdziwy" facet bez problemu potrafi powiedzieć: co myśli, co czuje...
Bo taki, który gra jak dobra aktoreczka-laleczka, pokazująca swój brak uwagi dla wyższości czy wyróżnienia osoby
ignorowanej - jest, jak dla mnie...zerem.
Ładna obrona przed atakiem! A co, jeśli atak wcale nie był planowany? Strata...i to wcale niemała.
Żal mi biednych zranionych facetów, którzy nie potrafią kochać. Chciałabym ich w 100% akceptować, ale jest to niewykonalne. Żaden mężczyzna, nie jest ideałem bez wad...jednakże wierzę, że ten mężczyzna który
jest dla mnie bardzo ważny...zrozumie na czym
polega zaufanie do kobiety:)
Uwielbiam, nienawidzę, płaczę, śmieję się - a wszystko to przez...niego!
* Ze specjalną dedykacją dla "demona o niebieskich oczach"...zaufaj tym, którym nie wierzysz.
I pamiętaj, że widzisz to co chcesz widzieć...bo to dobra obrona. A rzeczywistość jest zupełnie inna...;)
poniedziałek, 28 maja 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)
