niedziela, 3 czerwca 2012

On the way to....Hell?

Czy możemy intuicyjnie przewidzieć zakończenie np. znajomości? 
Albo przykładowo wbić sobie do głowy, że w tym przypadku nie będzie "szczęśliwego zakończenia"? 
Pesymistyczne myśli, zdecydowanie mają wady i zalety. Zalety? Może zabrzmi to dziwnie, ale spójrzcie na to 
z innej strony...pesymizm w pewnym sensie jest naszym obrońcą, tarczą. Dosyć skutecznie chroni nas
przed rozczarowaniem, a nawet jeśli...to dzięki takiemu nastawieniu nie odczujemy tak dotkliwie niepowodzenia. Niestety, pesymizm bardzo szybko staje się naszym sposobem patrzenia na świat. Więc, śmiało mogę powiedzieć, że wady "zjawiska pesymizmu" są kolosalne. Najgorzej jest wtedy, gdy z góry oczekujemy na porażkę...a ta nie nadchodzi. Żeby było lepiej, nagle okazuje się, że niepotrzebnie straciliśmy wiarę i nadzieję, która tliła się w nas jak żar ogniska. No i co dalej? Z doświadczenia wiem, że nie jest łatwo ponownie uwierzyć w coś, co z punktu widzenia rozsądku jest prawie niemożliwe. Przełomem w moim pesymistycznym podejściu do życia stała się ŚRODA (30.05.2012r)! Był to dla mnie niesamowity
dzień...i chyba zapamiętam go do końca życia! Tego dnia stało się coś, czego absolutnie się nie spodziewałam!
Jedna godzina zrobiła mi taki zamęt i bałagan w głowie, że do dziś nie mogę tego sobie poukładać. 
Przy okazji wreszcie przejrzałam na oczy...i dopiero teraz widzę, że osoba, która była dla mnie ważna
wcale nie jest taka dobra i porządna. Bo chyba (dojrzali!) i odpowiedzialni mężczyźni, potrafią wyznaczyć 
granicę między pracą a osobistymi upodobaniami. A tak poza tym...co to za facet, który lubi patrzeć jak
kobieta płacze? Nie potrafię tego zrozumieć... Nawet nie wyobrażacie sobie jak się wtedy czułam.
Siedziałam w tym cholernym pomieszczeniu (całe 45 minut!!!) i modliłam się, żeby wreszcie wyjść i 
najlepiej zapaść się pod ziemie. To naprawdę niesamowite...jednocześnie czułam się upokorzona i 
dziwnie zadowolona! Czy to w ogóle normalne? Po wyjściu z tego "piekła" pierwszą myślą jaka
przyszła mi do głowy było: Chciałaś żeby zwrócił na ciebie uwagę? To masz co chciałaś!
Byłam tak rozchwiana, że nie wiedziałam co mówić, co robić. Nawet nie mogłam pisać...wszystko
nagle zaczęło mnie drażnić, z otoczeniem włącznie. Ale nie mogę powiedzieć, że nie usłyszałam nic miłego.
Bo właśnie ku mojej rozpaczy mój "wróg" powiedział mi, hmmm....komplement?
Kolejne dwie godziny siedziałam, zirytowana a z drugiej strony cieszyłam się jak idiotka!
Ciekawe z czego? Z tego, że pokazał mi kto tu rządzi? 
Tym razem był zupełnie inny....to było do
niego cholernie niepodobne. 
Ale kto wie...może jeszcze nie raz mnie zaskoczy???

sobota, 2 czerwca 2012

Cause why would I stop the fire, that keeps me going on?

" Irytująca gra"


Świadomie, czy też nie -
uwodzisz mnie.                                                 
Wzrokiem rozbudzasz 
fantazję moją.
Chcesz abym była
zabawką twoją?
Zbuntowaną lalką
z niebieskimi oczami.
Z różowymi od
złości policzkami?
Jestem słodka, urocza
gdy dumą się unoszę?
Gdy gniewem o twoją
uwagę proszę?
Czy to takie zabawne,
kiedy miłych słów
od ciebie pragnę?
Zaskoczyłeś mnie,
dziwnym brakiem
kontroli słów.
O tak! Chcę tego znów!
Choć się złoszczę,
jestem uspokojona.
Gdy siedzę na krześle
w ciebie wpatrzona.
Lubię taką słowną grę,
lecz gdy wypowiadasz
zawsze ostatnie słowa.
Czuję się naiwna, zraniona!
Więc zaczynam od nowa
irytującą grę?
Które z nas powiedzieć
coś więcej - boi się???

czwartek, 31 maja 2012

Are you happy now?

Przepis na szczęście:
- 3 kawałki akceptacji
- szczypta miłości
- 2 łyżki radości
- przyprawa "rodzina"
- plasterek poczucia bezpieczeństwa
- szczypta przyjaźni
- 1 duża łyżka zdrowia
- pół łyżeczki pieniędzy
- pół szklanki namiętności
- 2 torebki sukcesu
Wszystko wrzucamy do miski "życia", mieszamy dokładnie i...gotowe!
Smacznego!:)
Niby przepis na szczęście jest taki prosty, a jednak my...ludzie nie potrafimy zrealizować tego
przepisu nawet w połowie. A dlaczego tak jest? To bardzo proste...kiedy przywiązujemy dużą wagę do
jednego składnika, nie zauważamy pozostałych. I chyba tak samo jest z problemami...skupiając się na jednym,
zapominamy o innych. Czy w takim razie ludzie są szczęśliwi? Nie, bo nie można mieć wszystkiego.
 Tak już jest, że nigdy nie zyskamy czegoś bez poświęcenia. A tak osobiście.. jak na razie udało mi się zdobyć 4 składniki: radość, namiętność, przyjaźń i sukces;) Zawsze to coś, prawda?


* Chcę usłyszeć z twych ust...prawdę o tym, co z nami się dzieje.
Powiedz mi, dlaczego tak emocjonalnie się chwieję?!

wtorek, 29 maja 2012

You can't buy love on ebay...



Wszystko albo...nic - WYBIERAJ!

Why are we afraid to be in love? To be loved?

Strach przed miłością - prawda czy fałsz?
No właśnie...czy człowiek powinien bać się miłości, zakochania? A czego tak naprawdę się boimy? 
Moim zdaniem pod maską strachu przed miłością kryje się zupełnie inny "strach". Chyba jednym z powodów ucieczki przed zaangażowaniem jest lęk przed odrzuceniem. Bo jeśli, raz nas to spotkało wmawiamy sobie, że  będzie tak zawsze. Ale czy słusznie? Dlaczego wpychamy wszystkich ludzi do jednej szuflady - pt.: "zło"?
Nie ma ludzi identycznych, każdy jest inny na swój sposób...przekonałam się o tym na własnej skórze.
Powiedzcie mi, jaki sens mają związki oparte głównie na "relacji fizycznej"? Takie pary są ze sobą, przede wszystkim dla korzyści albo wygody...bo tak jest łatwiej. Rzeczywiście! Zaangażowanie emocjonalne to tak duży wysiłek, że zwyczajnie omijamy uczucia szerokim łukiem. A raczej staramy się, żeby nie spotkała nas żadna przykrość czy rozczarowanie. Absolutnie nie powiem, że to faceci są samolubnymi egoistami...bo kobiety w tej kwestii wcale nie są w tyle. Różni nas jedno- faceci są tchórzami! Bo żeby być mężczyzną nie wystarczy nim po prostu być...trzeba czegoś więcej. Otwarcie powiem- "prawdziwy" facet bez problemu potrafi powiedzieć: co myśli, co czuje... 
Bo taki, który gra jak dobra aktoreczka-laleczka, pokazująca swój brak uwagi dla wyższości czy wyróżnienia osoby 
ignorowanej - jest, jak dla mnie...zerem.
Ładna obrona przed atakiem! A co, jeśli atak wcale nie był planowany? Strata...i to wcale niemała.
Żal mi biednych zranionych facetów, którzy nie potrafią kochać. Chciałabym ich w 100% akceptować, ale jest to niewykonalne. Żaden mężczyzna, nie jest ideałem bez wad...jednakże wierzę, że ten mężczyzna który 
jest dla mnie bardzo ważny...zrozumie na czym 
polega zaufanie do kobiety:)
Uwielbiam, nienawidzę, płaczę, śmieję się - a wszystko to przez...niego!


* Ze specjalną dedykacją dla "demona o niebieskich oczach"...zaufaj tym, którym nie wierzysz. 
I pamiętaj, że widzisz to co chcesz widzieć...bo to dobra obrona. A rzeczywistość jest zupełnie inna...;)


poniedziałek, 28 maja 2012

If you hate me, tell me...why?



Faceci są jak wino...im starszy tym lepszy;)

Cause I need more time, Just to make things right...

Zachowanie pełne pomyłek?
To doprawdy zabawne...ile razy czułam, że tracę grunt i nie jestem pewna tego co robię.
Dziś uświadomiłam sobie, że to już 11 raz! Musimy wszystko stracić, żeby zobaczyć jak wiele mieliśmy.
A ja miałam chyba więcej niż przypuszczałam, niestety byłam zbyt ślepa aby to zauważyć...
I teraz żałuje...bo czy prawdziwa przyjaźń, bez fałszu...bez oceniania istnieje? Czy przyjaciel może
odwrócić się od przyjaciela, tylko dlatego że ten popełnia nieświadomie błędy? Ja popełniłam ich bardzo...
bardzo dużo, ale nie zdawałam sobie sprawy, że krzywdząc siebie - krzywdzę innych! Na szczęście przychodzi taki moment, kiedy jesteśmy zmuszeni zrobić dłuższy bilans - i wtedy widzimy co zyskaliśmy i jakie ponieśliśmy straty...smutne, prawda? Robiąc własny bilans mogę z przykrością stwierdzić, że ja zdecydowanie odniosłam więcej strat niż zysków. Straciłam zaufanie rodziny, przyjaźń, zdrowie i przede wszystkim szacunek do siebie...
Ale myślę, że każdy zasługuje na drugą szansę a nawet trzecią! Do trzech razy sztuka? Tak! Zdecydowanie!
Tęsknię za czasami, kiedy byłam po prostu sobą...nie musiałam nic grać, nikogo udawać. Potrafiłam nie okazywać żadnych emocji, a teraz? Zachowuję się jak dobra aktorka w kiepskim teatrze...
Może Bóg mi kiedyś wybaczy to co robiłam i robię? Może nawet kiedyś się zmienię?  Teraz...zostałam sama
z papierosem, kieliszkiem wina i kolejną "fizyczną przygodą"...
Nie wracaj do przeszłości, nie zaglądaj w przyszłość...po prostu żyj tu i teraz....

* Ze specjalną dedykacją dla mojej cudownej "świeżo zdobytej" przyjaciółki, która myśli że mnie rani a w rzeczywistości mnie uratowała... Dziękuję, że jesteś:) Obie chcemy dla niego, tego co najlepsze - rewolucję czas zacząć! 

niedziela, 27 maja 2012

We'll forget each other...


We're falling in and out of love the same damn problem...

"If you love me, let me go..." - ???
Muszę przyznać, że nie sądziłam, iż poświęcenie może być tak bolesne.
Gdybyście miały wybierać pomiędzy własnym dobrem a dobrem osoby, na której wam zależy...
Co byście wybrały? Odpowiedź jest prosta: każda z tych opcji sprawi, że jedna z dwóch osób będzie cierpiała. Więc, co zrobić? Może na początek warto zadać sobie podstawowe pytanie: czy to zauroczenie czy zakochanie? Bo zauroczenie mija po jakimś czasie, a zakochanie? No z tym jest trochę ciężej...
Najgorzej jest wtedy, gdy żyjemy nadzieją...gdy wierzymy, że uda nam się stworzyć związek, który jest skazany z góry na porażkę. To właśnie ta podstępna nadzieja - nas od środka zabija! Z czasem dopiero zauważamy, że tak naprawdę nigdy nie było szans czy możliwości na realizację pragnień. 
A co robić, gdy na drodze pojawia się kobieta "odpowiednia i idealna" dla naszej "miłości"?
W pierwszej chwili wpadamy w złość, później cierpimy a na koniec? W moim przypadku na koniec...
zastanowiłam się czy nie będzie mu rzeczywiście dobrze z tą kobietą. To wcale nie kapitulacja w walce, ale
chyba rozsądne podejście do sprawy...bez emocji i uprzedzeń. Gdybym powiedziała, że jest mi lekko i to wcale nie boli - skłamałabym. Ale czas leczy rany i wierzę w to z całego serca! Jeśli on miałby być sam, bo ze mną nigdy nie będzie to lepiej żeby był z nią...przynajmniej nie będzie sam. - Dobre pocieszenie!:)
Tym co wierzą, że się uda...mówię: NIE PODDAWAJCIE SIĘ! 
Życzę wam sukcesu w tym, czego mi nie udało się osiągnąć...szczęścia, miłości i....dalszej motywacji:)







sobota, 26 maja 2012

Peace of mind begins just where ambition ends...

Ambicja - nasza przyjaciółka czy wróg?
Są dwa rodzaje ambicji: dobra i ta zła, obsesyjna. 
Świeżo upieczony maturzysta, absolwent pod dyktandem
ambicji zmierza do wyznaczonego sobie celu. Najpierw studia, później praca - najlepsza i najbardziej opłacalna. 
Sportowiec- będzie poświęcał coraz więcej czasu na treningi, aby zdobywać coraz wyższe miejsca na zawodach. Taki człowiek zazwyczaj osiąga wiele sukcesów zarówno na polu zawodowym jak i w życiu osobistym. Osiągając jeden cel, wyznacza sobie kolejny. Ambicja jest nam potrzebna szczególnie wtedy, gdy chcemy osiągnąć coś, co pociąga za sobą poświęcenie i wysiłek. Bez niej, prawdopodobnie nie mielibyśmy w życiu absolutnie - nic! Każde dobro musi mieć swoje przeciwieństwo, a w tym przypadku jest nim 
tzw. "chorobliwa ambicja". Charakteryzuje ją osoba, która wykorzystuje nieczyste sposoby do uzyskania satysfakcji. Prawie zawsze za własną satysfakcję, płacimy wielką cenę! 
Sama znam osobę, która czy to za sprawą ambicji czy też nie - poświęca się w 100% swojej pracy.
Od rana do nocy tylko praca, praca i jeszcze raz praca! Czysty pracoholizm...
Odnoszę wrażenie, że ona tego nie zauważa i pogrąża się w tej przesadnej dbałości o szczegóły, o ludzi.
A oni wcale tego nie doceniają, bo zawód ten jest tak pospolity i oczywisty jak posiadanie telefonu komórkowego. Dbając o swój sukces zawodowy, tracimy to co najważniejsze...czas na rodzinę i życie osobiste. Bo czy rodzina w życiu nie jest najważniejsza? 
Dla mnie to popularny przejaw chorej ambicji.
Moje koleżanki uczą się od rana do nocy, starają się o najwyższą średnią bardzo często pod nakazem rodziców. Niektóre nawet nie mają czasu na wyjście ze znajomymi. Rodzice, którzy mają niespełnione ambicje próbują je przelać na swoje dzieci. 
Czy tak nie jest? Chcą dla nas jak najlepiej, często nie zauważając jak nieświadomie nas krzywdzą. Ostatnio zauważyłam u siebie początki "chorej ambicji"...zawzięcie próbuję uzyskać satysfakcję tracąc zdrowie, czas i przyjaciół. Nie pozwólmy, żeby ambicja ponad nasze możliwości zrujnowała nam życie. 
Żeby coś osiągnąć, trzeba coś stracić...